środa, grudnia 14, 2016

PROSTA WEGAŃSKA ZUPA Z BOTWINKI

Tęsknię za smakami wiosny i lata. Uwielbiam botwinkę. Na Biobazarze mimo, że jest grudzień udało mi się kupić piękny pęk botwinki. Nie mogłam się oprzeć. Dlatego dziś przepis na pyszną i prostą wegańską zupę z botwinki. 

Składniki:

- duży pęk botwinki 
- 2 małe lub jeden duży burak (opcjonalnie jeśli macie botwinkę bez buraków lub jest ich mało)
- 3-4 średnie ziemniaki
- 1/2 pęczka koperku
- łyżka octu jabłkowego (opcjonalnie)
- 1-2 łyżeczki soku z cytryny
- 2 - 2,5 l bulionu warzywnego
- przyprawy (sól, pieprz)


Gotuję bulion z pokrojonymi w drobną kostkę ziemniakami. Bulion robię sama lub przygotowuję go z ekologicznych, gotowych kostek (zanim takie kupię sprawdzam ich skład). Po kilku minutach gotowania dodaję pokrojone w drobną kostkę buraki. Dalej gotuję do momentu aż ziemniaki zrobią się miękkie. Gdy to nastąpi wrzucam pokrojone łodyżki i liście buraków. Dodaję łyżeczkę octu jabłkowego i dwie łyżki soku z cytryny. Doprawiam solą i pieprzem. Gotuję jeszcze dosłownie kilka minut. Chwilę przed końcem dodaję posiekany świeży koperek. Ja takiej zupy niczym już nie doprawiam. Daję jej czas, by się "przegryzła". Jeśli lubicie zabielaną zupę możecie dodać mleko kokosowe. W wersji wegetariańskiej można użyć śmietany. Warto ją jednak wcześniej zahartować odrobiną zupy i szczyptą soli.  


KOKTAJL SZPINAKOWO-BANANOWY

Ostatnio wspominałam, że uwielbiam koktajle. Wczoraj był przepis na zdrowy koktajl czekoladowy. A dziś wracam do koloru zielonego. Mam dla Was przepis na szybki i zdrowy koktajl szpinakowo-bananowy. Niech Was słowo szpinak nie odstrasza. Wokół tej rośliny narosło wiele mitów dotyczących jej smaku. Moim zdaniem niesłusznie. Przecież chyba nikt nie pogardzi dobrze przyprawioną lasagne ze szpinakiem, czy makaronem z sosem szpinakowym. A na pewno nie odda szklanki z pysznym koktajlem ze świeżego szpinaku. Także nie warto sugerować się krążącymi o szpinaku mitami tylko trzeba go do kuchni zaprosić. O jego właściwościach i dobroczynnym wpływie na zdrowie pisać chyba nie muszę.

Składniki:

- jabłko
- ogórek
- banan 
- 100-150 g baby szpinaku
- odrobina soku z cytryny
- łyżeczka mielonego siemienia lnianego (opcjonalnie)

Wystarczy wrzucić wszystkie składniki do kielicha blendera i zmiksować. Gotowe. Prawda, że zajmuje to tylko chwilę? 

wtorek, grudnia 13, 2016

WEGAŃSKI KOKTAJL CZEKOLADOWY

Blog dopiero raczkuje, a ja pewnie już jakieś dwadzieścia razy wspomniałam, że uwielbiam koktajle. W sumie to już chyba sobie nie wyobrażam dnia bez nich. Uwielbiam zielone, owocowe, ale od czasu do czasu serwuję sobie też odrobinę słodkości w tej postaci. Koktajl czekoladowy wymyśliłam jakiś czas temu. Zrobienie go zajmuje dosłownie chwilkę. Moje kubki smakowe zawsze, gdy go zrobię, szaleją z radości. 


Składniki:

- mleko owsiane czekoladowe (kupuję ekologiczne bez cukru)
- dojrzałe awokado
- banan 
- łyżka karobu (możne być też kakao)
- 2-3 daktyle

Do blendera wrzucam awokado, banana, i trzy pozbawione pestek daktyle (jeśli są suche warto je wcześniej moczyć przez kilkanaście minut w gorącej wodzie. Ja miałam mięciutkie i soczyste więc nie moczyłam).  Dolewam mleko owsiane czekoladowe i wsypuję łyżkę karobu. Ilość mleka zależy od tego, jaką konsystencję chcecie uzyskać. Ja wlewam niepełny kubek, bo lubię gęste koktajle. Wszystko blenduję kilkanaście sekund aż do połączenia składników. Gotowe! 
Uprzedzam znika bardzo szybko!

PYSZNA DAKTYLOWA POLEWA DO CIASTA

Dieta wegańska nie pozbawia nas słodkości. Każdy, kto już się na dietę roślinną zdecydował bez wątpienia dobrze o tym wie. Kto dopiero o tym myśli może pozbyć się strachu. Z roślin można wyczarować pyszne i zdrowe ciasta. Są one też słodkie. A co najważniejsze bardzo często ich słodki smak nie jest konsekwencją dodania do nich białego cukru. Uwielbiam wegańskie brownie, szarlotki i tofurniki. Najbardziej lubię te z pyszną i zdrową polewą. Ostatnio zrobiłam tofurnik z taką właśnie roślinną polewą. Uważam, że jest genialna i cudownie słodka. Przepisy na tofurniki na blogu pojawią się niebawem. A dziś chcę Wam podać przepis na rewelacyjną polewę.

Składniki:


- 4 łyżki domowej roboty - 100 % masło orzechowe
- 5-6 daktyli 
- odrobina wody z moczenia daktyli

Masło orzechowe robię sama. Nie ma w tym wielkiej filozofii. Wystarczy zblendować orzechy arachidowe i masło gotowe. Ja takiego do polewy nie solę. Jeśli chcecie je zrobić na kanapki lub jako dodatek do paluszków z selera naciowego można je odrobinę posolić.

Daktyle moczę we wrzątku ok. 15-20 minut. Zalewam je odrobiną wody. Tylko tyle, by przykryć daktyle. Później usuwam z nich pestki i wrzucam do małego kielicha blendera. Dodaję mało orzechowe i odrobinę wody z ich moczenia. Wodę można dodawać stopniowo, kontrolując, by polewa nie była zbyt rzadka. Gotowe. Taką polewę dodaję na przykład na wierzch tofurnika. Ostatnio posypałam go również płatkami migdałowymi. Polewa jest absolutnie fenomenalna. Palce lizać!


CURRY Z CZARNEJ FASOLI

Rośliny strączkowe są nieodzownym elementem diety wegańskiej. Cieszą bogactwem smaków i kolorów. Można dodawać je do sałatek, robić z nich pasty, pasztety, kremy a nawet wegański smalec. Można z nich też wyczarować pyszne, aromatyczne, kolorowe dania. Jednym z nich jest to, które chce Wam dziś zaproponować.

Składniki:

- puszka czarnej fasoli (najlepiej takiej bez cukru i konserwantów)
- puszka mleka kokosowego
- ziarna kolendry
- kminek (zmielony)
- trawa cytrynowa
- pieprz cayenne
- pieczarki
- natka pietruszki (lub kolendra)
- oliwa z oliwek lub olej kokosowy

Przygotowanie:

Trzeba podsmażyć pokrojone pieczarki na odrobinie na przykład oleju kokosowego lub oliwy z oliwek. Dodajemy do nich drobno pokrojoną trawę cytrynową. Wsypujemy fasolę. Wcześniej trzeba odlać z niej wodę. Można też ją wcześniej wypłukać zimną wodą. Dodajemy mleko kokosowe i przyprawy. Dwie łyżki zmielonych nasion kolendry, łyżkę zmielonego kminku, 2-3 łyżek kurkumy (można więcej, jak ktoś lubi) i odrobinę pieprzu cayenne. Dusimy kilka minut. Pod koniec można dodać posiekaną pietruszkę lub liście kolendry,  Gotowe.

Ja podałam danie z kaszą gryczaną i szybką sałatką. Sałatkę zrobiłam z pomidora, miksu sałat, I czerwonej cebulki.








środa, listopada 30, 2016

WEGAŃSKI MAJONEZ

Majonez bez jajek? Jeszcze jakiś czas temu sądziłam, że to niemożliwe. A jednak. Pierwszy taki majonez kupiłam w jednym ze sklepów dedykowanych roślinożercom. Na początku sądziłam, że jednak to wegetariański majonez. Gdy odkryłam, że pyszna, delikatna masa w kolorze kości słoniowej nie ma z jajkami nic wspólnego, byłam najdelikatniej rzecz ujmując zaskoczona. Od tej chwili - jako, że majonez uwielbiam - ten wegański zagościł na mojej półce w lodówce na stałe. Dziś już chyba sobie nawet nie wyobrażam, bym mogła do sałatek lub kanapek użyć innego.

W życiu każdego roślinożercy nadchodzi chyba taki moment, że majonez postanawia zrobić sam. Ja mimo, że jestem dopiero na początku mojej drogi do trwałej zmiany diety ten krok mam już za sobą. 

Z pomocą przyszła Marta Dymek i jej rewelacyjny przepis na majonez bez jajek. Postanowiłam spróbować, choć pewnie mój wyszedł nieco inny. Każdy przepis traktuję jako punkt wyjścia. A potem eksperymentuję. Czasami zmieniam składniki, czasami zmieniam ich proporcje. Ja się rzadko sztywno trzymam przepisów. Raz, że lubię wyzwania w kuchni. Dwa, że nie zawsze wszystkie składniki mam pod ręką.

Także jeśli jeszcze nie próbowaliście zachęcam do zrobienia takiego majonezu w domu. Jedyne czego potrzebujecie to niesłodzone mleko sojowe ( ok. 200 ml), ulubiony olej (ok. 100 ml). Ja dałam rzepakowy. Do tego odrobina octu jabłkowego (1,5 łyżki), musztarda Dijon (1,5 łyżeczki). Ta musztarda jest ostra. Mój majonez wyszedł zatem troszkę ostrzejszy niż ten ze sklepu. Chociaż skład obu jest łudząco podobny. Dodałam 5 łyżeczek płatków drożdżowych i łyżkę czarnej soli (tej pachnącej jajkami). 


W przypadku majonezu i to chyba bez znaczenia jakiego, sekret tkwi w tym, by go dobrze ukręcić. Ja zrobiłam to w zwykłym blenderze. Najpierw przez pięć minut ubijałam mleko sojowe z octem. Później dodałam pozostałe składniki i ubijałam jeszcze trzy minuty. Potem dalej ubijając dolewałam powolutku - dosłownie po łyżeczce olej. Zmieniłam proporcje pierwotnego przepisu, a także wybrałam inny niż zalecany olej. Rodzaj musztardy nie był określony. Majonez wyszedł dość rzadki, ale po nocy w lodówce jego konsystencja jest już dużo lepsza. Obłędnie pachnie jajkami i jest pyszny. Pierwsze podejście do własnego wegańskiego majonezu uważam za sukces. Pierwsze, ale nie ostatnie. 

wtorek, listopada 29, 2016

KLASYCZNY KOKTAJL Z CHIA

Chia. Maleńkie nasionka szałwii hiszpańskiej coraz częściej pojawiają się w naszych sklepach.Ich cena też na szczęście spada. Nasiona chia nie są jednak żadną nowością. Znali je i cenili już Majowie i Aztekowie. A jest za co cenić. Chia są wręcz naszpikowane substancjami odżywczymi. Zawierają błonniki, białko, tłuszcze Omega-3, mangan, magnez. Są fantastycznym źródłem wapnia, cynku, niacyny, witaminy B1, B3 i potasu. A do tego mają mało kalorii. Ja nie wyobrażam sobie już kuchni bez nich. A najbardziej lubię je w klasycznym koktajlu, który doskonale sprawdza się na śniadanie do pracy. 


Składniki:
- puszka mleka kokosowego
- szklanka mleka roślinnego (wegetarianie mogą też użyć na przykład jogurtu greckiego)
- 5-6 łyżek chia 
- dwie łyżki syropu z agawy (opcjonalnie, może być też inny)

Przygotowanie zajmuje dosłownie kilka minut. Należy wymieszać wszystkie płynne składniki tak żeby nie było grudek. Gdy masa będzie jednolita wystarczy przelać do szklanek lub innych pojemników i wstawić na noc do lodówki. Można podawać z owocami, orzechami lub płatkami migdałów. Ja uwielbiam go z marakują. Często też jem z płatkami migdałów. Jeśli zamierzacie go zjeść ze słodkimi owocami syrop z agawy lub inny jest zbędny. 
Mój już się chłodzi. Rano będzie idealny! 


czwartek, listopada 24, 2016

SZYBKA SAŁATKA BIANCO-ROSSO-VERDE

Dziś postanowiłam zrobić sałatkę bianco-rosso-verde. To sałatka w kolorach Włoch. Tworzą ją trzy warzywa właśnie w kolorach: białym, czerwonym, zielonym. Ta sałatka to wynik przeglądu lodówki. Takie są często najsmaczniejsze. Robi się ją w kilka minut. Także nawet zapracowani znajdą czas. 

Składniki: 

- biała rzodkiew
- pomidor
- zielona papryka
- majonez wegański (u mnie majonez na bazie mleka sojowego)
- sól, pieprz

Rzodkiewkę myję i obieram. Następnie trę na tarce o dużych oczkach. Dorzucam do niej pokrojonego w kostkę pomidora i zieloną paprykę. Przyprawiam majonezem wegańskim, solą i pieprzem. Ja mam mocno doprawiony majonez więc w zasadzie innych przypraw dodawać nie muszę. Oczywiście można doprawić ulubionymi przyprawami.



Prawda, że prosta? 

środa, listopada 23, 2016

WEGAŃSKIE BROWNIE

Przejście na dietę roślinną nie oznacza, że trzeba zrezygnować z deserów. Świat roślin daje nam możliwość wyczarowania pysznych, słodkich deserów. Można je zrobić bez mąki, jajek, mleka, białego cukru i sztucznych dodatków. Brzmi kusząco? Takie właśnie jest wegańskie ciasto czekoladowe, które chcę Wam dziś polecić.




Składniki:

- 2 torebki ugotowanej kaszy jaglanej (wystudzonej)
- 3/4 szklanki karobu (lub kakao, wtedy można dać więcej)
- 3 duże łyżki papki z mielonego siemienia lnianego (ja dałam złociste, ale może też być brązowe)
- 1/2 szklanki oleju roślinnego
- 1/2 szklanki syropu z agawy (można użyć innego)
- łyżeczka proszku do pieczenia (opcjonalnie, ja nie dodaję)
- płatki migdałowe do posypania
- odrobina kaszy manny do posypania formy

Gdy kasza jaglana wystygnie mieszam ją z pozostałymi składnikami. Papkę z siemienia lnianego przygotowuję mieszając każdą łyżkę zmielonego siemienia lnianego z trzema łyżkami wody. Wszystko razem blenduję w misce. Masa powinna być gęsta. Naczynie żaroodporne smaruję odrobiną oleju roślinnego i lekko oprószam kaszą manną, Na tak przygotowaną formę wykładam masę czekoladową i posypuję płatkami migdałowymi. Wstawiam do nagrzanego do 180 stopni piekarnika i piekę ok. 45 minut. Z tych proporcji wyszły mi dwa ciasta czekoladowe, niezbyt wysokie. Gdy wystygnie można kroić. Smacznego!




wtorek, listopada 22, 2016

EKSPRESOWA KOLACJA

Wielokrotnie, gdy rozmawiałam ze znajomymi o diecie roślinnej słyszałam, że takie odżywianie jest trudne i trzeba mieć na to dużo czasu. Ja jednak się z tym nie zgadzam. Uważam, że można wyczarować zdrowe śniadanie, obiad i kolację dosłownie w kilka minut. Nawet zapracowani nie będą głodni. Dziś chcę Wam zaprezentować pomysł na prostą kolację, którą robi się w kilka minut.

To kanapki z hummusem i sałatką. Ja użyłam chleba z pełnego przemiału. Pieczywo posmarowałam hummusem i posypałam szczypiorkiem. Do tego zrobiłam ekspresową sałatkę.

Składniki na sałatkę:

- mix sałat (lub innej zieleniny, którą mamy w lodówce)
- pokrojony pomidor
- 1-2 łyżki majonezu wegańskiego na bazie mleka sojowego
- roszponka (opcjonalnie)

Wystarczy wymieszać wszystkie składniki. Ja nie dodawałam żadnych przypraw dlatego, że mam dość mocno przyprawiony majonez. Do tego można dodać ulubione ziarna na przykład słonecznika lub pestki dyni. Jeśli macie hummus i majonez to naprawdę kolację zrobicie w kilka minut. Będzie smacznie, zdrowo i wegańsko. Ja podałam do tego herbatkę z czystka.  Smacznego!


PASZTET Z SELERA

Dziś przyszedł czas na pasztet z selera. W Internecie i w książkach kulinarnych aż roi się od przepisów na pasztety. Także te wegańskie, gdzie różne rodzaje mięsa zastąpiono smacznymi warzywami. Ja postanowiłam skorzystać z gotowego przepisu na pasztet z selera. Jako, że jestem dopiero na początku mojej drogi jeszcze nie wymyśliłam własnego przepisu.

Przy okazji gorąco polecam Wam książkę popularnej blogerki Marty Dymek "Jadłonomię". To właśnie z niej pochodzi przepis na pyszny pasztet z selera, który zrobiłam. Uważam, że każdy, kto myśli o przejściu na dietę roślinną lub już na niej jest powinien mieć taką książkę na kuchennej półce. 
 Jedyne, czego potrzebujecie to trochę czasu, blender, warzywa, kasza jaglana, sos sojowy i trochę przypraw. Pasztet robi się praktycznie sam. Potrzebne składniki znajdziecie bez wątpienia w każdym markecie. Jeśli jeszcze nie robiliście pasztetu z warzyw, zachęcam, by się przełamać i to zrobić. Mój jest już w piekarniku. Przed pieczeniem prezentował się wyśmienicie. 

poniedziałek, listopada 21, 2016

ZIELONO MI. KOKTAJL BANANOWO-RUKOLOWO-ROSZPONKOWY Z MARAKUJĄ I IMBIREM

Koktajle... ja chyba nie wyobrażam sobie bez nich życia. Są smaczne, zdrowe i stanowią doskonałą okazję do tego, by do naszej diety przemycić więcej zieleninki. Można je bez problemu zrobić w domu i wziąć ze sobą do pracy. Wystarczy tylko dobry kubek lub butelka. Koktajl można zrobić praktycznie ze wszystkiego. Świat warzyw, owoców i ziaren daje nam pełne pole do popisu. Koktajle i przepisy na nie będą się tu pojawiać często. To mogę obiecać.

Ja bardzo lubię koktajle zielone. Staram się mieć w domu zawsze rukolę, kolendrę, miętę i roszponkę lub chociaż jedno z nich. Często słyszę, że zielone koktajle nie są smaczne lub, że smakują, jak przysłowiowa trawa. Na to jest jednak sposób. Zawsze można taki zielony koktajl wzbogacić owocem lub jakimś zdrowym zamiennikiem cukru. Te zielone bez owoców też można zrobić tak, by miały oryginalny smak. Nie wolno bowiem zapominać o całej kopalni przypraw, które bez problemu można kupić praktycznie w każdym sklepie. O tym zapewne nie raz tu jeszcze napiszę, przy okazji kolejnych postów.

Tymczasem zapraszam na mój jesienny koktajl mocy! Wegański koktalj!

Składniki:
- garść rukoli
- garść roszponki
- banan
- marakuja
- kawałek świeżego imbiru
- woda (lub mleko roślinne)
- 3 łyżki mielonego złocistego siemienia lnianego (może być inne)
- 3 gałązki selera naciowego

Blenduję wszystkie składniki razem i na końcu wlewam wodę mineralną. Tyle, by koktajl nie był zbyt gęsty ani zbyt rzadki. To już kwestia gustu. Możecie zrezygnować z imbiru jeśli nie lubicie, ale ja polecam go jeść, zwłaszcza w takie chłodnie, jesienne dni. Wspaniale działa na naszą odporność. Złociste siemię lniane możecie zastąpić brązowym. Ja mielę wcześniej ziarenka i dodaję taki gotowy proszek. Siemię jest doskonałym i tańszym zamiennikiem popularnej ostatnio szałwii hiszpańskiej (chia). A dodatkowo wspaniale działa na nasz układ pokarmowy i wzmacnia odporność. Warto mieć te ziarenka zawsze pod ręką. Trzeba jednak pamiętać, by właściwie je przechowywać i zjadać, jak najszybciej. Na rynku jest też dostępne siemię lniane mielone. Ja jednak wolę kupować ziarenka i mielić je chwilę przed spożyciem. Ja robiłam koktajl na bazie wody. Nie dodawałam też żadnych syropów. Możecie natomiast zamiast wody użyć mleka roślinnego i dodać na przykład odrobinę ulubionego syropu. Moje kubki smakowe od cukru się trochę odzwyczaiły więc zrobiłam bez syropu. Można też dodać kilka kropel soku z cytryny lub limonki.




Smacznego!





PORTOBELLO PODANO


Uwielbiam grzyby. Nie zamierzam tego ukrywać. Nie tylko ze względu na ich smak, ale też dlatego, że można z nich wyczarować wiele pysznych dań. Począwszy od zup, kremów, sosów i sałatek, na boczniakowych flaczkach skończywszy. Cała gama nieograniczonych możliwości. A do tego na pewno nie są to puste kalorie. Oczywiście, nie polecam jedzenia grzybów z niepewnego źródła lub takich, których nie znamy. 

W polskich marketach i na targach można spotkać duże pieczarki o brązowych kapeluszach: portobello. Często osiągają naprawdę imponujące rozmiary. A ja właśnie dlatego, że mają takie duże kapelusze uwielbiam je faszerować. Dziś chciałam się z Wami podzielić przepisem na takie właśnie proste danie z pieczarkami portobello w roli głównej. Zaznaczę, że jest to w zasadzie danie wegańskie (jeśli zrezygnujemy z posypywania gotowego dania żółtym serem).

 Składniki:

- pieczarki portobello
- kilka pieczarek (opcjonalnie, jeśli nasze duże pieczarki nie mają ogonków)
- cebula
- zielona papryka (może też być inna)
- odrobina oliwy z oliwek

Składniki na sos:
- duży ząbek czosnku
- kilka łyżek pomidorów z puszki lub kilka świeżych pomidorów

Dodatki:
- pomidory koktajlowe
- rukola
- przyprawy (pieprz cayenne, sól)
- żółty ser (opcjonalnie)

Pieczarki myję i obcinam ogonki (ogonki można posiekać do farszu). Ja akurat miałam portobello bez ogonków dlatego przygotowałam też dodatkowo kilka małych pieczarek. Umyte kapelusze portobello osuszam, skrapiam odrobiną oliwy z oliwek i solę. Wstawiam na ok. 15 minut do nagrzanego do 210 stopni piekarnika. Pieczarki muszą puścić odrobinę soku. Teraz czas na przygotowanie sosu. Blenduję kilka łyżek pomidorów z ząbkiem czosnku. Ja lubię czosnek więc daję go dużo. Miałam pomidory z bazylią, ale mogą to też być pomidory bez dodatków lub jeśli wolicie świeże. Do sosu dodaję szczyptę pieprzu. Można też dodać gałkę lub inne ulubione przyprawy. Gdy sos jest gotowy, a portobello jeszcze są w piekarniku siekam małe pieczarki (lub ogonki jeśli były), cebulę i paprykę. Wyjmuję portobello z piekarnika.  Wypełniam je przygotowanym sosem. Następnie układam posiekane w drobną kostkę pieczarki, cebulę i paprykę. To właściwie wszystko. Teraz jeszcze raz wkładam je do piekarnika. Naczynie żaroodporne spryskuje lekko oliwą z oliwek. Piekę w piekarniku przez ok. 20- 25 minut. Opcjonalnie pod koniec pieczenia można je posypać żółtym serem. Gotowe pieczarki podałam z rukolą i pomidorami koktajlowymi. Do tego odrobina wegańskiego majonezu na bazie mleka sojowego. Staram się ograniczać sól, ale można tej soli jeszcze trochę dodać. Faszerowane portobello najlepiej jeść, gdy są ciepłe.

Smacznego!

"Dieta roślinna na co dzień"

Staram się do odżywiania podchodzić racjonalnie i traktuję je poważnie. Właśnie dlatego zaglądam często do księgarni. Nie tylko po książki moich ulubionych autorów i interesujące reportaże, ale też po takie, które mogą mi pomóc w zmianie nawyków żywieniowych i zdrowym odżywianiu. Podczas jednej z takich wizyt znalazłam książkę Julieanny Hever "Dieta roślinna na co dzień". Z czystym sumieniem mogę ją polecić zarówno tym, którzy na diecie roślinnej już są, jak i tym, którzy dopiero zaczynają swoją przygodę z roślinami lub o przejściu na taką dietę myślą. Znajdziecie tu dużo przydatnych informacji na temat witamin, białek, węglowodanów itd. Dzięki niej dowiecie się, czego tak naprawdę potrzebuje Wasz organizm. A także, jak sobie radzić w marketach. Prawdopodobnie znajdziecie też odpowiedzi na nurtujące Was pytania. Są tu też ważne tabele i cenne przepisy. To prawdziwa skarbnica wiedzy.

JARMUŻ NA ŚNIADANIE


Jarmuż. Jego właściwości doceniano podobno, już w starożytności. Na moim stole pojawił się jednak dość późno. Po pierwsze dlatego, że jeszcze niedawno trudno było go kupić.  A po drugie nie wiedziałam, co z nim zrobić. Z czasem to się oczywiście zmieniło. Można go już kupić bez problemu nie tylko na targowych straganach, ale też w wielu marketach. Nie pozostaje zatem nic innego, jak jeść. A jeść warto, bo ma wiele cennych składników. O tym, zapewne jeszcze tu napiszę. 

Ja z jarmużem zaprzyjaźniłam się kilka lat temu. Choć to przyjaźń jeszcze słaba. Cały czas z nim eksperymentuję. Do tej pory używałam go głównie do sałatek i koktajli. A teraz również jest składnikiem jajecznicy. Z czasem zapewne jajka zastąpią inne produkty. Bardziej wprawieni mogą od razu zrobić tofucznicę z jarmużem. Ja jeszcze jej w takiej wersji nie robiłam, ale na pewno spróbuję. A jak już to zrobię, to możecie liczyć na przepis.

Danie jest bardzo proste. Do zrobienia go zainspirowała mnie przyjaciółka. Według mnie jest to ciekawy pomysł na śniadanie także dla mięsożerców. 

Składniki:

- rozdrobniony jarmuż
- odrobina oliwy z oliwek
- cebula
- ząbek czosnku
- pieprz, sól 
- odrobina żółtego sera (opcjonalnie)
- jajka

Trzeba podsmażyć cebulę na odrobinie oliwy, po chwili, gdy jest już szklista dodajemy jarmuż i czosnek. Ja przeciskam przez praskę, ale można go też posiekać. Wszystko razem smażymy. Ja dodaję odrobinę wody i duszę wszystko na patelni przez kilka minut. Gdy woda odparuje dodaję jajka i przyprawy. Na koniec można jeszcze dodać odrobinę sera i gotowe. Jarmużową jajecznicę podałam razem z pomidorami koktajlowymi. Do tego kubek rooibosa. 

Dla mnie to takie danie przejściowe. Danie, które jedynie uchyla drzwi do diety wegańskiej. Ja daję sobie czas na wyeliminowanie wszystkich dań z produktami odzwierzęcymi z diety. Taką przyjęłam strategię. 

Smacznego! 

CZAS NA VEGE







Witajcie,

ten blog powstaje ze względu na potrzebę zmiany nawyków żywieniowych. Zmianę sposobu odżywiania na taki oparty wyłącznie o produkty pochodzenia roślinnego. 

Decyzja o tym, że chcę zrezygnować z produktów odzwierzęcych nie przyszła z dnia na dzień. Jest podyktowana nie tyle popularnym trendem eko i vege, co moim wyborem. To wybór poprzedzony licznymi przemyśleniami. To konsekwencja długich godzin poświęconych na zdobywanie wiedzy o żywności. To efekt obalania mitów, które nas otaczają na temat tego, co jest zdrowe, a co nie. To wynik kulinarnych eksperymentów, podróży, obserwacji, szukania nowych smaków, zapachów i produktów. Dużo czasu poświęciłam na zebranie odpowiedniej literatury. Trudno wymienić liczbę dokumentów i programów, które obejrzałam na temat żywności. Część z nich bardzo mi pomogła w podjęciu decyzji. Otworzyła mi oczy. Nie bez znaczenia było też rzetelne czytanie etykiet na produktach, które znajdują się w sklepach. 
Zaczęło się od diety South Beach. Chciałam zgubić kilka kilogramów, ograniczyć przetworzone produkty w diecie i jeść zdrowo. To był dopiero początek. Z każdym miesiącem zgłębiałam tajniki odżywiania. Wiem, część osób powie, że ta dieta jest niezdrowa, inni, że cudowna. Ja ją potraktowałam jako punkt wyjścia do dalszej żywieniowej podróży. Cel jest prosty: przejść na dietę wegańską! Podjęłam wyzwanie. Tak, wiem, że to będzie wyzwanie. Każdy kto, początki ma za sobą, chyba przyzna mi rację. Nie bez powodu napisałam, że celem jest dieta wegańska. Jak już wspomniałam jestem na początku tej drogi. Wiem, że to od razu się nie uda. O ile nie mam problemu z wyeliminowanie mięsa, ryb, owoców morza z diety, o tyle wyeliminowanie jajek i nabiału na tym etapie takie proste jeszcze dla mnie nie jest. Cóż, nie od razu Rzym zbudowano.
Zamierzam dzielić się z Wami moimi spostrzeżeniami na temat diety roślinnej, a także przepisami. Zarówno tymi, które, ktoś opracował już wcześniej. Jak i tymi, które wymyśliłam sama w kuchennym zaciszu. Postaram się, by nie zabrakło tu zdjęć i garści informacji. Liczę też na Wasze wskazówki i porady. Trzymajcie kciuki!