Majonez bez jajek? Jeszcze jakiś czas temu sądziłam, że to niemożliwe. A jednak. Pierwszy taki majonez kupiłam w jednym ze sklepów dedykowanych roślinożercom. Na początku sądziłam, że jednak to wegetariański majonez. Gdy odkryłam, że pyszna, delikatna masa w kolorze kości słoniowej nie ma z jajkami nic wspólnego, byłam najdelikatniej rzecz ujmując zaskoczona. Od tej chwili - jako, że majonez uwielbiam - ten wegański zagościł na mojej półce w lodówce na stałe. Dziś już chyba sobie nawet nie wyobrażam, bym mogła do sałatek lub kanapek użyć innego.W życiu każdego roślinożercy nadchodzi chyba taki moment, że majonez postanawia zrobić sam. Ja mimo, że jestem dopiero na początku mojej drogi do trwałej zmiany diety ten krok mam już za sobą.
Z pomocą przyszła Marta Dymek i jej rewelacyjny przepis na majonez bez jajek. Postanowiłam spróbować, choć pewnie mój wyszedł nieco inny. Każdy przepis traktuję jako punkt wyjścia. A potem eksperymentuję. Czasami zmieniam składniki, czasami zmieniam ich proporcje. Ja się rzadko sztywno trzymam przepisów. Raz, że lubię wyzwania w kuchni. Dwa, że nie zawsze wszystkie składniki mam pod ręką.
Także jeśli jeszcze nie próbowaliście zachęcam do zrobienia takiego majonezu w domu. Jedyne czego potrzebujecie to niesłodzone mleko sojowe ( ok. 200 ml), ulubiony olej (ok. 100 ml). Ja dałam rzepakowy. Do tego odrobina octu jabłkowego (1,5 łyżki), musztarda Dijon (1,5 łyżeczki). Ta musztarda jest ostra. Mój majonez wyszedł zatem troszkę ostrzejszy niż ten ze sklepu. Chociaż skład obu jest łudząco podobny. Dodałam 5 łyżeczek płatków drożdżowych i łyżkę czarnej soli (tej pachnącej jajkami).

W przypadku majonezu i to chyba bez znaczenia jakiego, sekret tkwi w tym, by go dobrze ukręcić. Ja zrobiłam to w zwykłym blenderze. Najpierw przez pięć minut ubijałam mleko sojowe z octem. Później dodałam pozostałe składniki i ubijałam jeszcze trzy minuty. Potem dalej ubijając dolewałam powolutku - dosłownie po łyżeczce olej. Zmieniłam proporcje pierwotnego przepisu, a także wybrałam inny niż zalecany olej. Rodzaj musztardy nie był określony. Majonez wyszedł dość rzadki, ale po nocy w lodówce jego konsystencja jest już dużo lepsza. Obłędnie pachnie jajkami i jest pyszny. Pierwsze podejście do własnego wegańskiego majonezu uważam za sukces. Pierwsze, ale nie ostatnie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz